piątek, 6 maja 2016

Majówka w śniegu - Mała Fatra

trasa: Rybnik - Besenova - Nizne Kamence Camp Bela - Terchova - Vychylovka - Rybnik /431 km/


W nasze długie, polskie weekendy staramy się raczej uciekać na południe. 
Polskie drogi zapchane - połowa wyjazdu w korkach - to nie dla nas!

Wpakowaliśmy się tak kiedyś w Polskie Tatry - droga 2 godzinna pokonana w 6 godzin - masakra!

I tak konsekwentnie, odwiedziliśmy ponownie już w tym roku naszych południowych sąsiadów - Słowację.
Tym razem padło na pasmo górskie, w którym nas jeszcze nie było - Mała Fatra.

Dla nabrania sił w wieczór pierwszy "ciałamoczenie" w aqua Gino Paradise w Beszeniowej - szaleństwo, szaleństwo, szaleństwo...

Późnym wieczorem dotarliśmy na Camp Bela Nizne Kamence - parę kilometrów od Doliny Vratnej - centrum turystyki letniej i zimowej w Małej Fatrze.

Kamping super - wszystko co potrzebne i jeszcze więcej: piękny teren, przyłącza, ciepła woda, boisko, zaplecze socjalne i mini zoo:













Pierwszy dzień nieśpieszno było chłopakom w góry - leniuchowaliśmy trochę, później dłuuuugi spacer nad rzeką do Terchowej pod pomnik Janosika, pyszna pizza
w klimatycznej, włoskiej pizzerii i powrót (znowu pieszo) - razem jakieś 10 km w nogach - całkiem niezłe leniuchowanie, prawda?



Do końca dnia czas spędzony na boisku.... kolacja i spać :)

...........

Dzień drugi - w planach kolejką kabinkową i na nogach na najwyższy szczyt Małej Fatry - Velky Kryvan.

Tym razem nie pieszo tylko autobusem do Vratnej Doliny - w wyniku pewnych zawirowań wysiedliśmy 4,5 km od celu - i znowu przechadzka w stronę stacji kolejki na Velky Krywan.


Dalej, po 10 minutach jazdy kolejką dotarliśmy na Snilovske Sedlo - przed nami ośnieżone szczyty Małej Fatry i 45 minut wędrówki Velky Krywan - 1709 m.n.p.m.





Im dalej tym trudniej.....




Wiatr....


Deszcz....


Śnieg...


Idziemy na szczyt...



w końcu - udało się - szczyt zdobyty!!!



Usatysfakcjonowani i zziębnięci wracamy - słowacka Czesnkova postawiła nas na nogi  :)
Spaliśmy tej nocy jak dzieci....

......

Dzień trzeci i ostatni - planujemy mały spacer po Janosikowych Dierach (dziurach) na dobre zakończenie wyjazdu.

Wybraliśmy trasę spokojną - kilka drabinek i kładek, lekkie podejścia - 2 godziny lekkiego spaceru z pięknymi widokami 






woda.....



rośliny......



robaczki........


i salamandra cuuudna:


i kładki, mostki - to lubię!




Pięknie, prawda?

W drodze powrotnej zajrzeliśmy jeszcze do skansenu wsi Kusyckiej - Vychylovka:








Do był dobry czas!

Do zobaczenia !!!

..

4 komentarze:

  1. Wspaniała wycieczka, czy wręcz wyprawa, biorąc pod uwagę trud zdobycia szczytu. Piękne fotki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne widoki, podziwiam, ludzi którzy chcą podróżować i mają na to siłę oraz chęci, ja jestem za leniwa na nowości, wolę znane zakamarki. Ale salamandry zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowna wycieczka , gratuluje pieknych fotek, będę tu zaglądac , pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń